Skip to content

SIERPNIOWE.

Dobrze, że już się skończyłeś sierpniu, bo z każdym rokiem lubię Cię coraz mniej. A powinno być przecież zupełnie odwrotnie — w końcu to miesiąc moich urodzin. Powinno być wesoło, radośnie, powinny spełniać się życzenia i marzenia.

Tylko dlaczego tak nie jest?

Gdzieś w środku chce mi się płakać. Że zaczyna się kolejny rok mojego życia. Że mam coraz więcej lat, a życie zaskakuje mnie tak bardzo, że kompletnie nie wiem, co robić i dokąd właściwie zmierzam.

I chyba najbardziej boli mnie właśnie to — że zamiast cieszyć się kolejnym rokiem, coraz częściej zastanawiam się, kiedy i jak znalazłam się w tym miejscu, a nie w zupełnie innym.

A przecież podobno to właśnie ten miesiąc i ten rok miał być dla Lwa wyjątkowy. Taki mój znak zodiaku. Rok przełomowy, pełen energii, zawodowych zmian i sukcesów, a w miłości — podobno prawdziwy magnetyzm. Brzmi dobrze, prawda?

Naczytałam się różnych przepowiedni, horoskopów i obietnic, że mój czas właśnie nadchodzi. Że zamyka się etap niepowodzeń, a otwiera nowy — pełen możliwości, zmian i dobrych rzeczy.

Kurczę, tylko ja tego kompletnie nie czuję.

Mam w sobie tyle strachu. Tyle niewiadomych. Kompletnie nie wiem, jak dalej ma wyglądać moje życie, jakie decyzje powinnam podjąć, gdzie żyć, w którą stronę pójść.

I chyba jestem już po prostu zmęczona. Tak bardzo zmęczona tym ciągłym zastanawianiem się, co dalej. Nie wiem… Czasami mam ochotę po prostu się spakować, wyjechać na drugi koniec świata i spojrzeć na wszystko z zupełnie innej perspektywy — w nowym miejscu, wśród nowych ludzi, z dala od tego wszystkiego, co znam.

Ale żeby nie było tak ponuro i smutno… właśnie z „ponurym” wiąże się pewna historia, którą pamiętam do dziś.

Kiedyś, będąc w pracy, miałam takie miejsce, z którego prosto z mojego biurka widziałam okno. Każdego dnia mogłam więc obserwować, co dzieje się za nim — jaka jest pogoda, czy świeci słońce, czy pada, czy dzień jest szary i ponury.

I właśnie któregoś dnia, kiedy wszystko było wyjątkowo ciężkie, chciałam coś powiedzieć na temat tego, jaki jest ten dzień. I wypaliłam: „Ale ponuri dzień”.

Oczywiście wywołało to trochę śmiechu, bo było to zwykłe przejęzyczenie. 😂 Ale nie wiem dlaczego — zapamiętałam je na zawsze.

I ten sierpień też nie był przecież tylko ponury. Nie wszystko, co się wydarzyło, było negatywne. Było też sporo małych rzeczy, które sprawiły mi przyjemność.

Od dłuższego czasu czaiłam się, żeby wybrać się na kilka wystaw w Warszawie. Pomyślałam więc, że właśnie sierpień będzie dobrą okazją, żeby w końcu to zrealizować.

I takim oto sposobem znalazłam się na wystawie fotografa ALEKSANDRA MINORSKIEGO. A że fotografia od dawna mnie kręci, szczególnie ta czarno-biała, nie mogłam sobie odpuścić tej wystawy. A tu krótka notka o tym artyście:

Fotograf, filmowiec i pisarz — dziś nazwalibyśmy go także aktywistą — traktował fotografię przede wszystkim jako narzędzie społecznego zaangażowania i realnej interwencji.

Monograficzna wystawa poświęcona artyście otwiera jubileuszowy rok 90-lecia i przypomina twórcę, dla którego najważniejsze było działanie na rzecz osób żyjących w ubóstwie i na peryferiach życia społecznego. Twórczość Minorskiego pozostaje dziś niemal nieobecna w powszechnej świadomości. Wystawa prezentuje fotografie, filmy i teksty artysty, skupione na losach osób wykluczonych i marginalizowanych, a przede wszystkim ukazuje stojącą za nimi postawę i przekonania.

Zresztą już tu kiedyś pisałam, że czarno-białe fotografie trafiają do mnie jak nic innego. Mają w sobie jakąś tajemnicę, która od razu mnie kupuje, bez względu na to, co przedstawiają. Podzielę się moimi odczuciami, jeśli uda mi się w końcu wybrać na inną, od dawna planowaną wystawę — również fotografii analogowej, ale zupełnie o innej tematyce.

A to krótki film z jego zdjęciami.

A i byłam jeszcze w Muzeum Narodowym. Odwiedziłam tam wystawę Kolekcjoner. Ignacy Korwin-Milewski 1846–1926 — zbiór, który powstawał przez 30 lat (1880–1910). Obrazy zamawiał u polskich malarzy wykształconych w Królewskiej Akademii Sztuk Pięknych w Monachium, której sam był studentem przez pięć lat.

Muszę się Wam przyznać — to było piękne doświadczenie. Nie mogłam się napatrzeć. Każdy obraz był jak przeniesienie do innego świata. Zaskakujące było dla mnie to, że zachwycały mnie zupełnie nieznane mi wcześniej elementy. Czasami zatrzymywałam wzrok na jakimś drobnym punkcie obrazu albo jednej kresce. Nie mogłam się nadziwić, ile jest w tym talentu, skupienia, detali i… czystej postaci piękna.

Lubię czasem tak się zatracić. W takich chwilach przez moment wydaje mi się, że może jednak nie jestem aż tak niezrozumiana, jak czasami mi się wydaje. Polecam szczerze, wystawa trwa jeszcze tylko do 13 września br. A tu kilka fotek z moich odwiedzin.

***

It’s a good thing you’re finally over, August, because with every passing year I like you less and less. And yet it should be exactly the opposite — after all, it’s the month of my birthday. It should be cheerful, joyful; wishes and dreams should come true.

But why isn’t that the case?

Somewhere deep down, I feel like crying. Because another year of my life is beginning. Because I’m getting older, and life takes me by such surprise that I have absolutely no idea what to do or where I’m actually heading.

And I think that’s what hurts me the most – that instead of looking forward to another year, I find myself wondering more and more often when and how I ended up here, rather than somewhere completely different.

And yet, apparently, it’s precisely this month and this year that were supposed to be special for a Leo. My star sign, after all. A pivotal year, full of energy, career changes and successes, and in love – apparently, true magnetism. Sounds good, doesn’t it?

I’ve read all sorts of predictions,horoscopes and promises that my time is finally coming. That a phase of setbacks is coming to an end, and a new one is beginning — full of opportunities, changes and good things.

Gosh, it’s just that I don’t feel any of it at all.

I’ve got so much fear inside me. So many unknowns. I’ve absolutely no idea what my life is going to look like from here on, what decisions I should make, where to live, which way to go.

And I think I’m just tired now. So very tired of constantly wondering what comes next. I don’t know…Sometimes I just feel like packing my bags, heading to the other side of the world and looking at everything from a completely different perspective — in a new place, amongst new people, far away from everything I know.

But just so it doesn’t sound so gloomy and sad… there’s actually a story linked to that ‘gloom’ which I still remember to this day.

Once, when I was at work, I had a spot where I could see straight out of the window from my desk. So every day I could watch what was happening outside — what the weather was like, whether the sun was shining, whether it was raining, or whether the day was grey and gloomy.

And one day, when everything was feeling particularly tough, I wanted to say something about what the day was like. And I blurted out: ‘What a gloomy day.’

Of course, it caused a bit of a laugh, because it was just a slip of the tongue😂. But I don’t know why — I’ve remembered it ever since.

And this August wasn’t just gloomy, after all. Not everything that happened was negative. There were also plenty of little things that gave me pleasure.

I’d been planning for quite some time to visit a few exhibitions in Warsaw. So I thought that August would be a good opportunity to finally make it happen.

And that’s how I ended up at an exhibition by the photographer ALEKSANDER MINORSKI. And as I’ve been fascinated by photography for ages, especially black-and-white photography, I couldn’t pass up this exhibition. Here’s a brief note about this artist:

A photographer, filmmaker and writer — today we would also call him an activist — he regarded photography first and foremost as a tool for social engagement and tangible intervention.

This solo exhibition dedicated to the artist marks the start of the 90th-anniversary year and commemorates an artist for whom working on behalf of those living in poverty and on the fringes of society was of paramount importance. Minorski’s work remains virtually unknown to the general public today. The exhibition presents the artist’s photographs, films and texts, which focus on the plights of excluded and marginalised people, and above all, reveal the attitude and convictions behind them.

In fact, I’ve written here before that black-and-white photographs speak to me like nothing else. There’s a certain mystery about them that immediately wins me over, regardless of what they depict. I’ll share my thoughts if I finally manage to visit another exhibition I’ve been planning to see for ages — also featuring analogue photography, but on a completely different theme.

Oh, and I also went to the National Museum. There, I visited the exhibition ‘The Collector: Ignacy Korwin-Milewski 1846–1926’ — a collection that was built up over 30 years (1880–1910). He commissioned the paintings from Polish artists who had trained at the Royal Academy of Fine Arts in Munich, where he himself had been a student for five years.

I must admit — it was a wonderful experience. I couldn’t take my eyes off them. Each painting was like being transported to another world. What surprised me was that I was captivated by elements I’d never noticed before. Sometimes my gaze would linger on some tiny detail in the painting or a single stroke. I couldn’t get over how much talent, focus, detail and… pure beauty there was in it.

I like to lose myself like that sometimes. In moments like these, it seems to me for a moment that perhaps I’m not quite as misunderstood as I sometimes think I am. I wholeheartedly recommend it; the exhibition runs only until 13 September this year.

Udostępnij
SPIS PRZEPISÓW

ARCHIWUM

PORTFOLIO

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *